po kilkumiesięcznym bardzo intensywnym biegu nagle się zatrzymałam. auć.
i co teraz?
codziennie stawiam sobie tysiące pytań na które nie potrafię odpowiedzieć. przeszłość, przyszłość, teraźniejszość. najwyższy czas podjąć jakieś konkretne decyzje, wybrać którąś drogę.
nie potrafię się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

bardzo długo zajęło mi  nauczenie się wpuszczania do mojego świata innych ludzi, przywiązywania do nich. gdzieś tam za rogiem zawsze czaił się strach że mogę coś stracić – a to będzie boleć.  stąd też zawsze zachowywałam duży dystans.
pomimo tego że podświadomie zdawałam sobie sprawę z tego że bolesne konsekwencje nastąpią w bardzo niedługim czasie, postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i zupełnie zrezygnować z dotychczasowego dystansu, łamiąc jednocześnie wszystkie swoje dotychczasowe zasady.

efekt? na własne życzenie zamykam się w teraz we własnej skorpie, we własnym małym świecie, którego granica jest pilnie strzeżona i praktycznie nieprzekraczalna. przestało mi zależeć na utrzymywaniu kontaktów i poznawaniu ludzi.

i wciąż to nieustanne wrażenie że to wszystko było tak nierzeczywiste… może to naprawdę był tylko sen?